| Sylwia Grygierczyk |
|
Strona 1 z 3
Piszę do Was, gdyż jestem zbulwersowana i „zła”. Proszę byście w trakcie czytania mojej historii spróbowali odczuć beznadziejność całej sytuacji polegającej na złudnym karmieniu dobrą wiadomością: „Jest pani zdrowa”, a w rzeczywistości brakiem jakichkolwiek chęci, aby pomóc pacjentowi. I nie jest to wina trudnej sytuacji w Służbie Zdrowia.
Historia mojej choroby nie należy do najkrótszych, ale podchodzę do tego bardzo emocjonalnie i nie potrafię tego opisać inaczej.
Na początku października 2001 roku przypadkiem wykryłam „coś”, co znajdowało się w jamie ustnej, po prawej stronie tuż nad łukiem zębowym. Było to duże zgrubienie, które jakby nie mieściło się w dziąśle i „szukało wyjścia”. Rozpoczęłam natychmiastową interwencję.
Pierwsze moje kroki skierowałam do mojego wieloletniego dentysty Pani dr Ewy H. Ona natomiast wysłała mnie na Rtg zęba i przypisała antybiotyk. „Opuchlizna” nie schodziła, tak, więc nie mogłyśmy rozpocząć leczenia kanałowego szóstki, bo taki był początkowy plan działania, robimy zdjęcie Rtg, oceniamy sytuację, antybiotyk, leczenie kanałowe i po sprawie.
Udałam się również na prywatną konsultację do stomatologa Pani dr Marzeny S. w Słubicach. Kolejne zdjęcie Rtg zęba, antybiotyku ciąg dalszy i w między czasie rozpoczęło się leczenie kanałowe zęba. Po kilku wizytach ząb został zaplombowany, mimo, że „opuchlizna” nadal pozostawała. Dr Marzena S. zadecydowała, że skontaktuje się z laryngologiem w mojej sprawie.
Po konsultacji umówiłyśmy się na zabieg w znieczuleniu miejscowym, podczas którego usuniemy zmianę - być może torbiel.
W trakcie jednej z wizyt dr Marzena S. oświadczyła mi, że rozmawiała z laryngologiem na mój temat i że jest gotów podjąć się usunięcia zmiany. Zęba pozostawimy, gdyż jest on przeleczony, więc nie ma potrzeby ani wskazań do jego usunięcia, poza tym żal wyrwać zęba. Dobry lekarz będzie chciał go ratować. Wstępnie umówiłyśmy się na zabieg, na początek grudnia.
Miałam wątpliwości. Postanowiłam to skonsultować jeszcze z jakimś lekarzem. 14 listopada 2001r. poprosiłam lekarza pierwszego kontaktu o skierowanie na zdjęcie Rtg zatok i skierowanie do laryngologa. Dr Sławomir B. wystawił skierowanie, o które poprosiłam.
Dwa dni później tj. 16 listopada 2001r. udałam się do Słubic by wykonać zdjęcie zatok, a następnie pojechałam do Sulęcina do Specjalistycznej Poradni Laryngologicznej gdzie przyjął mnie otolaryngolog dr Grażyna S.
Pani doktor obejrzała zdjęcie Rtg zatok i zdjęcie Rtg zęba, po czym stwierdziła, że zdjęcie zatok jest źle zrobione i „z czym ja tu do niej przychodzę skoro zdjęcie jest nie do odczytania”. Obejrzała zmianę w mojej jamie ustnej i powiedziała: „niewątpliwie coś tu jest, ale nie wiem, co”. Napisała coś z drugiej strony skierowania i nic więcej w tej sprawie nie zrobiła. Zapytałam czy powinnam to usunąć. Powiedziałam, że pani stomatolog w prywatnym gabinecie chce się tego podjąć, a ja nie wiem, co mam zrobić, czy się zdecydować czy może nie, może powinnam szukać pomocy gdzie indziej. Otrzymałam odpowiedź: ”jak ma pani możliwość to niech pani to usunie”. Wizyta była krótka i nic nie wniosła w moje leczenie.
Po kolejnej wizycie u dr Marzeny S. umówiłyśmy się wstępnie na zabieg na dzień 02 lub 04 grudnia 2001r. Byłam przerażona...Cała ta sytuacja sprawiała, że nie mogłam normalnie funkcjonować. Postanowiłam skontaktować się jeszcze z dr Ewą H. Pani dr rozwierciła zęba i poinformowała mnie, że ząb nie może być zaplombowany dopóki nie zejdzie „opuchlizna”, gdyż ewentualna ropa musi mieć ujście.
Koniec listopada 2001r. wciąż niespokojna, udałam się do prywatnej Kliniki - Dentalklinik w Słubicach na kolejną konsultację. Lekarz spojrzał na zdjęcia Rtg, obejrzał mnie i stwierdził, że ząb jest do usunięcia. Jego nie da się już uratować, bo nie ma, co ratować, a zmianę może usunąć w znieczuleniu miejscowym wraz z zębem.
Na jednej z ostatnich wizyt u dr Marzeny S. zapadła decyzja, że zabieg odbędzie się 04 grudnia 2001r. ok. godz.19:00. Bałam się, ale wiedziałam, że musze to zrobić - bo tak trzeba, że jestem pod dobrą opieką i że wszystko będzie dobrze.
04 grudnia 2001r. Tego dnia poznałam dr Wojciecha W. Przed zabiegiem poinformowałam, że chciałabym by zmiana, którą dziś usuniemy została przesłana do badania, gdyż moja mama zmarła na raka piersi w 1995 r. a ja od 1996 roku jestem pacjentką Onkologicznej Poradni Genetycznej /mieszczącej się na terenie PSK-2 w Przychodni Przyklinicznej ul. Powsańców Wlkp 72 w Szczecinie (nr kart. 23121)./ Doktor Wojciech W. znieczulił mnie i wyciął zmianę. Niestety pod koniec zabiegu straciłam przytomność.
Przerażona, zmęczona, obolała z receptą na antybiotyk i zaświadczeniem o przeprowadzonym zabiegu (by móc otrzymać zwolnienie od lekarza rodzinnego) udałam się do domu. Koszt zabiegu 150 zł.
Zmiana nie została przesłana do badania. Dr Wojciech W. stwierdził „na oko”, że jest to „typowa torbiel zębopochodna”.
Kontakt z dr Marzeną S. był coraz rzadszy w przeciwieństwie do dr Wojciecha W. Wszelkie kontrole, zdjęcie szwów odbywało się w jego prywatnym gabinecie w Słubicach.
Po około dwóch tygodniach od zabiegu zaczęłam odczuwać jakieś bulgotania tak jakby w zatoce zbierał się jakiś płyn. Zaniepokoiłam się. Natychmiast udałam się do dr Wojciecha W. Zbadał mnie, stwierdził, że musi mnie nakłuć. Przestraszyłam się. Lekarz uspokoił mnie, powiedział, że nie będzie bolało, gdyż znieczuli mnie miejscowo. Poddałam się nakłuciu. Doktor spryskał moje dziąsło jakimś płynem, który spowodował, że ciało zdrętwiało, ale na pewno nie można tego nazwać znieczuleniem.
Byłam przekonana, że otrzymam znieczulenie takie jak przy usuwaniu zęba, że będę czuła jakiś dyskomfort, ale będzie to chwilowe i znikome. Okazało się zupełnie inaczej. Wkłucie się - bolało, ale gdy igła przedzierała się dalej czułam rozrywający ból, gdy nastąpiło wsysanie płynu nie wytrzymałam zaczęłam słabnąć, po czym zemdlałam. Gdy doszłam do siebie, lekarz pokazał mi płyn w strzykawce i stwierdził, że jest to płyn koloru bursztynowego, typowo torbielowy i że czeka mnie „powtórka z rozrywki”. Torbiel musiała się odnowić, co często się zdarza w przypadku torbieli zębopochodnych. Pobrany płyn z zatoki został wylany do zlewu. Bardzo się bałam, powiedziałam o tym lekarzowi, powiedziałam również, że nie chcę mieć już takiego zabiegu jak ten z 4 grudnia 2001r. Wolałabym usunąć torbiel w znieczuleniu ogólnym. Doktor namawiał mnie na podobny zabieg w znieczuleniu miejscowym z tym, że w trakcie zabiegu zrobiłby dodatkowo ”okienko” w kości nosowej by zatoka mogła się lepiej i szybciej oczyszczać po zabiegu. Ja jednak za bardzo się bałam i nadal chciałam by zabieg był w znieczuleniu ogólnym. Dr Wojciech W. powiedział, że jest to możliwe, ale dużo droższe, cena za zabieg wynosi 800 zł. Lekarz zaproponował mi sinuskopię, która miałaby polegać na znieczuleniu mnie ogólnie, wprowadzeniu kamery przez nos do zatoki i obejrzeniu jej by móc stwierdzić, co tak naprawdę się tam dzieje. Ewentualne usunięcie torbieli byłoby przeprowadzone przez nos. Zabieg taki jest mało inwazyjny, gdyż nie używa się do jego przeprowadzenia skalpela. Kosztowałby ok. 170 euro. Musiałabym jednak przyjechać do Klinki we Frankfurcie, w której pracuje doktor. Ewentualnie mógłby sprzęt przywieźć do Polski i zrobilibyśmy to, w Słubicach, cena zbiegu 800 zł. Cena zabiegu była wysoka, a ja chciałam być zdrowa.
Długo rozmawialiśmy. Pytałam, gdzie mogłabym zrobić taki zabieg w Polsce z ubezpieczenia. Nie otrzymałam jednoznacznej odpowiedzi. Nie wiem, dlaczego? Skoro jako młody lekarz miał praktykę na Chirurgii Szczękowo-Twarzowej w Szczecinie, o czym wówczas jeszcze nie wiedziałam. Mógł od razu mi podpowiedzieć gdzie znajdę fachową pomoc. Niestety dr Wojciech W. nie zrobił tego. Tego dnia otrzymałam od doktora krótki opis zabiegu z dnia 04 grudnia 2001r. na podstawie, którego chciałam znaleźć kogoś, kto wskaże mi szpital gdzie będzie można wykonać tego typu zabieg - sinuskopię.
04 stycznia 2002r. udałam się do Zielonej Góry do Specjalisty Chirurgii Stomatologicznej do dr Jarosława S. Po obejrzeniu zdjęć Rtg, wysłuchaniu i zbadaniu mnie, zapoznał się z treścią informacji od dr Wojciecha W. Stwierdził, że ząb - szóstka jest napewno do usunięcia i opinia, że dobry stomatolog będzie ratował zęba jest w tym przypadku błędna. Dr Jarosław S. powiedział, że da mi skierowanie na zdjęcie pantomograficzne i może usunąć mi ząb, zamknąć zatokę, która na pewno się otworzy podczas usuwania szóstki, a ze zmianą, która znajduje się w zatoce skieruje mnie na oddział laryngologiczny. Powiedziałam, że się boje i wolałabym nie cierpieć dwa razy, chciałabym mieć ten zabieg zrobiony za jednym razem. Niestety dr Jarosław S. nie mógł ingerować w zatokę.
|