Piotr Grechuta

Próbuję walczyć z polską służbą zdrowia.


02 lipca 2007 roku w bydgoskim szpitalu im. Jana Biziela urodziłam Piotrusia. Jego diagnoza na dzień dzisiejszy to tetrapareza spastyczna, porażenie mózgowe i padaczka lekooporna.
Wszystko to za sprawą błędów - według mnie świadomych - podczas porodu.
8 dni po planowanym terminie porodu zgłosiłam się do szpitala. Tam skierowano mnie na patologie ciąży. Tego samego dnia w nocy dostałam skurcze. Położna kazała mi o nich poinformować rano lekarza.
Na porannym obchodzie od lekarza dyżurującego dowiedziałam się, że dzisiaj jest sobota i oni nie pracują. A kiedyś i tak musimy spotkać się na porodówce. Później dopiero po południu robiono mi badania.
Dopiero kolejnego dnia znalazł się kompetentny lekarz, który ze zdziwieniem stwierdził, że mam skurcze i to dość częste. Wtedy były juz co 4 minuty i rozwarcie na 4cm. Trafiłam na porodówkę. Moja akcja porodowa była bardzo powolna.





W trakcie mojego pobytu odbyła się zmiana położnych i wtedy wszystko się zaczęło. Najpierw położna powiedziała mojemu mężowi, który był przy porodzie, ze powinien mi zamknąć lodówkę wtedy dziecko byłoby mniejsze i nie byłoby problemów przy porodzie. Zresztą cały czas zajęta była rozmowami z koleżankami. Gdy po 10 godzinach zaczęły się skórcze parte dopiero przy drugim podeszła do mnie. W pewnym momencie kazała mi przeć gdy będę kucała. Moj mąż zapytał się czy to nie jest niebezpieczne dla dziecka. Odpowiedziała, że nie i wyszła. Za chwile wracając z koleżanką i zupełnie nie zwracając uwagi na to, że my to usłyszymy powiedziała: "a on mi się zapytał czy dziecko nie wypadnie no myślałam, że jebnę." Po dwóch godzinach skurczy partych położna stwierdziła, że idzie  zadzwonić po lekarza, bo on nie będzie brał pieniędzy za darmo niech tez się pomęczy przy tym porodzie. A zresztą ona jutro idzie na urlop.

Gdy przyszedł lekarz do mojego łóżka położna przyczepiała jakieś rurki. Gdy zapytałam się po co one są, usłyszałam, że po to żeby mi pomóc. Później lekarz powiedział, że na cesarkę jest za późno i albo założy kleszcze albo wyciśnie dziecko. Zresztą już szybciej poinformował nas, że nie mieszkamy w Brazylii aby cesarka była na zawołanie. Ja powiedziałam, że wole mieć kleszcze, a on położył się na brzuch. Zepchnęłam go z siebie, bo czułam tylko ogromny ból. Lekarz stanął obok i czekaliśmy do następnego skórczu. Wtedy on zrobił to ponownie. Ja wpadłam w panikę, nie mogłam się uspokoić podano mi tlen. Maszyna monitorująca tętno bicia serduszka Piotrusia zaczęła pikać, że tętno spada.

Wtedy przyszedł ordynator i migiem kazał zawieść mnie na salę operacyjną.
Poród zakończył się cesarką.

Piotruś urodził się w zamartwicy. Miał tylko 2 pkt w skali apgar za biciem serduszka. W szpitalu spędził ponad dwa tygodnie z czego tydzień na intensywnej terapii.

Ze szpitala wychodziliśmy z ogólnie zdrowym dzieckiem. Na wszystko w rozwoju miał jeszcze czas. I tak było do 5 miesiąca gdy zmieniliśmy lekarza. I tam dowiedzieliśmy się, że Piotrusiowi grozi porażenie mózgowe.
Później mieliśmy wykonany rezonans magnetyczny na podstawie którego pani doktor poinformowała nas ze Piotruś ma tak poważne uszkodzenia mózgu, że jego stan się nigdy nie poprawi. I wina leży w błędach przy porodzie.

Ordynator oddziału w czasie rozmowy z moim mężem stwierdził, że lekarz decyzję o wyciskaniu dziecka podjął pod wpływem stresu. Ten sam zestresowany lekarz  jakiś czas przed moim porodem jako jeden z najlepszych w Polsce zdał egzamin w swojej specjalizacji. O czym też poinformował nas ordynator.  

Problem w walce z lekarzem pojawia się taki, że gdziekolwiek nie zwrócimy się o pomoc zawsze słyszymy, że to jest ich znajomy i oni nie podpiszą się przeciwko niemu. Dopiero prawnik z Krakowa go nie zna. Nawet w izbie lekarskiej usłyszałam na przesłuchaniu, że lekarz który odbierał poród to znajomy pani doktor i sprawę wysłano gdzie indziej.

 

 

 


 

 

To było w styczniu 2008 roku i do tej pory nic. Tutaj znajduje się link do reportażu jaki tvn24 nakręciło o Piotrusiu. Klikając na niego można go obejrzeć.


http://www.tvn24.pl/2181357,12690,0,1,1,wygrac-z-lekarzem,wideo.html

Będę wdzięczna za każdą pomoc, bo z taką nadzieją pisze ten list. Nawet opublikowanie tego tekstu na państwa stronie będzie ogromną pomocą.


Justyna Grechuta


Tylko zalogowani użytkownicy mogą dodawać wpisy
Proszę się zalogować albo zarejestrować.

Autor: Ligea Dodano: 2009-03-22 23:16:25
Ja też rodziłam w tym szpitalu, efekt jest podobny, zrujnowano życie mojemu dziecku i mojej rodzinie. Proponuje nawiązać ze sobą kontakt!
Autor: justyna g. Dodano: 2009-02-14 05:37:26
Mam prosbe moze pani Magda i pani Justyna zgodza sie obublikowac swoja historie na naszej stronie im wiecej nas bedzie tym lepiej zostawiam moj adres email Ten adres email jest ukrywany przed spamerami, włącz obsługę JavaScript w przeglądarce, by go zobaczyć badz mozna tez pisac do kolezanek ktorych historie tez sa tutaj opisane. Kazda z tych osbo napewno wam pomoze pozdrawiam i prosimy oi kontakt
Autor: Justyna Dodano: 2009-02-14 05:27:25
w polsce porod to koszmar a lekarze nietykalni .Moj 2latek rownierz jest chory z winy zle przyjetego porodu a juz bardziej opoznionego .zycze wszystkiego dobrego dla maluszka i jego rodzicow .
Autor: do pani magdy Dodano: 2009-02-10 16:48:27
my rowniez pomimo ze juz ponad poltoraroku minelo od porodu dopiero zaczynamy walczyc moze mozna sie z pania jakos skontaktowac pozdrawiam
Autor: Magda Dodano: 2009-02-10 09:21:15
Rozumiem Panią doskonale, jesteśmy w podobnej sytuacji. Trzymam kciuki za powodzenie w pani walce i za Piotrusia. My jesteśmy na początku tej "drogi przez mękę"- czyli walki o swoje prawa. Pozdrawiam
Autor: K Dodano: 2009-01-11 11:41:23
Dzień dobry,  
bardzo Pani współczuję. Mam nadzieję, że rehabilitacja Piotrusia będzie przynosić szybkie duże efekty.  
Pozdrawiam

 
EnglishGermanPolish