Oskar Spyra

W dniu 25 września 1999 r. rozpoczęła się u mnie akcja porodowa w Szpitalu św. Wojciecha Adalberta w Gdańsku, w którym byłam już 3 tygodnie. Pomimo moich próśb od 16 o konsultację lekarską żaden lekarz nie zainteresował się moim stanem. Dopiero o 19 pojawił się na wieczornym obchodzie. Gdy zorientowano się, że sytuacja jest poważna, zawieziono mnie na salę porodową i odbył się poród przez cesarskie cięcie. Trzeba zaznaczyć, że mój syn Oskar Spyra urodził się przedwcześnie i to znacznie.


Wątpliwości co do prawidłowości zachowania personelu medycznego względem mojego synka dotyczą głównie pierwszych minut po urodzeniu. Dokumentacja lekarska w sposób niepełny i nieprawidłowy odzwierciedla przebieg tych minut.


Lekarz asystująca przy porodzie i odpowiedzialna za stan niemowlęcia – Alina B-S. - twierdzi, że zaintubowała dziecko.

Bezsporne jest, że Oskar został na rękach przeniesiony z bloku porodowego na Oddział Intensywnej Terapii i że po przeniesieniu na ten oddział już nie oddychał.

Faktu intubacji dziecka nie potwierdzają dwie osoby oczekujące przed blokiem porodowym na informacje o moim porodzie i stanie zdrowia. Jedna z nich jest emerytowaną pielęgniarką i słuchana jako świadek stwierdziła, że nie widziała aby przenoszone dziecko było zaintubowane.


Niezależnie od powyższego - zasady wyposażenia specjalistycznych ośrodków, jakim jest Szpital św. Wojciecha Adalberta w Gdańsku, obowiązujące w czasie porodu przewidują, że sala porodowa po cesarskich cięciach powinna być wyposażona w inkubator transportowy i respirator.

Gdyby takowy został użyty, wówczas mój syn nie przestałby oddychać w czasie transportu na rękach i nie doszłoby do niedotlenienie mózgu w wyniku którego cierpi na czterokończynowe spastyczne porażenie mózgowe i jest dzieckiem całkowicie niezdolnym do samodzielnego życia.


Zarzucam lekarzom Szpitala w Gdańsku, iż nie dochowali przy narodzinach wcześniaka standardów, które obowiązują przy przedterminowym porodzie. Przede wszystkim poprzez nieużycie inkubatora z respiratorem w celu przewiezienia noworodka z sali operacyjnej na OIOM oraz wynosząc je na rękach.


W Prokuraturze Rejonowej Gdańsk Oliwa toczyło się główne postępowanie w niniejszej sprawie o czyn z art. 160 Kodeksu Karnego.

Postanowieniem z dnia 31 grudnia 2007 roku prokurator prowadząca umorzyła postępowanie w mojej sprawie, które dotyczyło zaniedbań personelu medycznego i doprowadziło do porażenia mózgowego mojego synka - biorąc za podstawę opinię wydaną przez lekarzy ze Szpitala Wojewódzkiego w Koszalinie. Opinia ta jest niepełna, wewnętrznie sprzeczna i merytorycznie błędna.

Co ciekawe, Prokurator zażądała wydania opinii przez zespół lekarzy, w skład którego wchodziliby także bakteriolog i neurolog. Mimo, że opinia została sporządzona przez lekarzy bez tych specjalności Prokurator umorzyła postępowanie w ogóle nie informując mnie, że opinia wpłynęła do akt sprawy i nie dając nawet mojemu pełnomocnikowi czasu na zapoznanie się z treścią opinii.


W Prokuraturze Rejonowej Gdańsk Oliwa jak również w Prokuraturze Rejonowej Warszawa Śródmieście Północ prowadzone są także inne postępowania bezpośrednio dotyczące mojej sprawy. Chodzi tu o składanie fałszywych zeznań przez lekarza – Alinę B-S, fałszowanie dokumentacji medycznej przez personel Szpitala oraz poświadczenia nieprawdy przez byłego Podsekretarza Stanu w Ministerstwie Zdrowia Jarosława P. oraz konsultanta krajowego prof. Ewę H. Natomiast w dniu 30 października 2006 roku zakończone zostało postępowanie cywilne. [POSTANOWIENIE SĄDU]


Winne jest Ministerstwo Zdrowia za strukturę całego systemu opieki okołoporodowej, która naraża dzieci najsłabsze na takie postępowania przez lekarzy. Czy biegli i konsultanci poprawią wizerunek opieki okołoporodowej, chowając pod dywan takie zaniedbania? Dlaczego konsultant wojewódzki, który postąpił wbrew wiedzy medycznej, jest w Polsce chroniony? Dlaczego zmienia zeznania, dokumentacje, a prokuratura i sądy winią za wszystko moje dziecko urodzone przedwcześnie?


 
EnglishGermanPolish